Irina Smolianiec – zawodowiec wśród amatorów

August 17th, 2002

Wierni kibice bydgoskich siatkarek z pewnością pamiętają jeszcze Irinę Smolianiec. Przed czterema laty zdobywała punkty dla “Centrostalu/Eltry”. Odwiedziliśmy ją w Belgii, aby sprawdzić jak potoczyły się jej losy po odejściu z Bydgoszczy.

Było, minęło…
Ira grała w bydgoskiej drużynie w sezonie 1998/1999. Przyszła do Bydgoszczy z Jewpatorii na Krymie, a miejsce w “Pałacu” znalazła głównie dzięki… Igorowi Filisztyńskiemu, trenującemu obecnie zespół Dynama Odessa, z którym w poprzednim sezonie nasze siatkarki walczyły w rozgrywkach Top Teams Cup. Jak większość zawodniczek zza wschodniej granicy, Ira szukała dla siebie klubu na Zachodzie, gdzie można więcej zarobić.
Niestety, sezon 98/99 nie była dla Centrostalu/Eltry zbyt udany. Z drużyną przed rozpoczęciem rozgrywek pożegnała się Ewa Kowalkowska, która podpisała kontrakt w Kaliszu. Zespół pozbawiony swej liderki stać było tylko na zajęcie szóstego miejsca w lidze. Dla Iry sezon ów rozpoczął się pechowo, bo od kontuzji, która wyeliminowała zawodniczkę z gry na prawie miesiąc. Po powrocie na parkiet długo nie mogła pokazać pełni swoich możliwości, ale z meczu na mecz “rozkręcała się” i w drugiej części sezonu była już jedną ze skuteczniejszych siatkarek bydgoskiej drużyny. Mimo tego, po zakończeniu rozgrywek klub postanowił nie przedłużać z nią kontraktu. Irina przyznaje, że była wówczas tą decyzją mocno rozczarowana, ale i zdziwiona.
“Przeglądałam różne statystyki i wynikało z nich, że byłam w drużynie jedną z najlepszych zawodniczek”. Dziś jednak niechętnie rozmawia na ten temat. “Bardzo miło wspominam swój pobyt w Bydgoszczy. Pamiętam tylko te miłe chwile, o innych staram się zapomnieć”.

Kierunek – Belgia
Wtedy jednak postawiono ją przed niemałym dylematem. Na Ukrainę wracać nie chciała, a znalezienie nowego klubu wcale nie jest zadaniem łatwym. Kiedy więc pojawiła się szansa gry w Belgii, nie namyślała się długo. Jej pierwszym klubem był Cornix Schelle. Drużyna ta nie była jednak zbyt mocna personalnie, a ponadto borykała się z kłopotami finansowymi. Cornix ostatecznie zakończył sezon 1999/2000 na ósmym miejscu (na 12 drużyn). Tuż po zakończeniu rozgrywek zarząd klubu ogłosił jednak jego rozwiązanie. Ira została jednak zauważona i bez większych problemów znalazła nowego pracodawcę. Od 2000 roku broni barw VBC Calaminii Kelmis.

Języki, języki…
Kelmis to małe, kilkutysięczne miasteczko położone kilka kilometrów od Akwizgranu, blisko granicy z Niemcami i Holandią. Co ciekawe, nietrudno tu spotkać Polaków. W Calaminii gra nawet Małgorzata Moszko, która przed 10 laty reprezentowała barwy Stali Mielec. Dzięki stałemu kontaktowi z naszymi rodakami Ira mówi dziś bardzo dobrze po polsku. Ale nie tylko. Grając w wielojęzycznej Belgii musiała już nauczyć się choć trochę mówić po flamandzku i niemiecku. Na tym nie koniec. Calaminia, po fuzji z drużyną z Hermalle, będzie grać od nowego sezonu w tej drugiej miejscowości, gdzie mówi się po… francusku. “Przyznaję, że nie mam ochoty się już nigdzie przenosić, bo mylą mi się te wszystkie języki i mam już mętlik w głowie” Đ śmieje się Ira.

Dwa światy
Irina przyznaje, że przyjeżdżając do Belgii doznała małego szoku. Gra w lidze belgijskiej różni się zasadniczo od gry w Polsce. Wystarczy powiedzieć, że tylko ona i jej współlokatorka, Rosjanka Irina Pantiuchowa, otrzymują pieniądze za grę! Reszta zespołu gra wyłącznie dla własnej satysfakcji. Zmusza to niejako siatkarki do szukania stałej pracy. W związku z tym 2-godzinne treningi odbywają się tylko trzy razy w tygodniu. Na siłowni przykładowo nie ma żadnej kontroli.
“Jeśli dziewczyny stwierdzą, że zamiast trenować lepiej jest poplotkować, to nie ma żadnego problemu”. Wszystko to odbija się zdecydowanie na poziomie sportowym reprezentowanym przez poszczególne siatkarki. “Kiedy tu przyjechałam nie mogłam uwierzyć, że niektóre dziewczyny, grające bądź co bądź w I lidze, nie potrafią dobrze odbić piłki. U nas też gra taka jedna, która oprócz wzrostu nie ma żadnych atutów i kiedy dogrywa się do niej piłki, wszyscy wokół zamykają oczy” – żartuje sobie Irina.

Plażówka ponad wszystko
Pytam się zatem, gdzie jest lepiej grać: w słabszej lidze, gdzie siatkówkę traktuje się niemal jak zabawę, czy też w lidze mocniejszej, w której jednak trzeba się o wiele bardziej napracować. Ira zastanawia się przez chwilę.
“Pewnie, że o wiele lepiej się gra w drużynie, w której koleżanki prezentują wysoki poziom sportowy. To mobilizuje. Z drugiej jednak strony, tu zarabia się więcej niż w Polsce. Ponadto po zakończeniu kariery człowiek ma już stałą pracę i nie musi się martwić, co dalej” Đ wyjaśnia swoje wątpliwości w tej kwestii.
W Belgii nikt nie przejmuje się zbytnio przegranymi meczami. Miałem okazję obejrzeć kasetę wideo z jednym z takich spotkań. Mimo że Calaminia poniosła porażkę, po meczu wszystkie siatkarki odtańczyły dla kibiców obowiązkowego kankana. Potem odbywają się najczęściej spotkania z kibicami, podczas których można sobie porozmawiać z siatkarkami. W wyniku tego więzi między widzami a zawodniczkami stają się niemal rodzinne.
Kiedy ma trochę wolnego czasu lubi poczytać sobie książkę, obejrzeć dobry film. Latem jednak najchętniej gra w plażówkę. Ma na swoim koncie już kilka sukcesów. Warto wspomnieć, że to właśnie Ira wraz z Dominiką Smereką wywalczyły w 1998 roku tytuł mistrzyń Polski w tej dyscyplinie. W Belgii kontynuowała dobrą passę. Na szafie stoi duży puchar, który otrzymała za zwycięstwo w turnieju trójek mieszanych.

Z bułką na parkiet
Irina także szukała dla siebie dodatkowej pracy. Początkowo zajmowała się… trenowaniem dzieci z Kelmis. Ich rodzice bowiem zapragnęli, by swoje pociechy nauczyły się grać w siatkówkę. A że Ira była zdecydowanie najlepszą zawodniczką Calaminii, okazała się idealnym kandydatem na nauczyciela. Największym problemem okazało się jednak to, że dzieci, które uczęszczały na treningi… wcale nie miały ochoty na siatkówkę!
“Dostałam taką grupkę, same krasnale, z których największy miał 130 cm. I jak ja miałam nauczyć takie szkraby zbijać piłkę?”. Trudno też było o dyscyplinę. “Ja im mówię, że się rozgrzewamy, a one wyciągają z toreb śniadanie i zaczynają jeść. Mówię Đ nie teraz, to one w płacz”. W efekcie długo nie wytrzymała i skończyła swą przygodę z trenerką.
Obecnie pracuje w firmie logistycznej, gdzie zarabia drugie tyle, co grając w siatkówkę. Pozwala to na spokojne życie. Jak się dowiaduję, klub opłaca jej mieszkanie. Od klubu otrzymała także 10-letniego citroena. “Żadne tam cacko, ale swoje wyciąga”. Rzeczywiście, na autostradzie jechaliśmy nim ponad 170 km/h.

Polscy kibice najlepsi
Ira do dziś żywo interesuje się tym, jak wiedzie się jej byłej drużynie w Polsce. Regularnie prosi o garść najświeższych informacji o losach bydgoskiej ekipy. Mówi, że kiedyś z pewnością przyjedzie jeszcze do Bydgoszczy, by spotkać się ze swoimi znajomymi. Najbardziej brakuje jej jednak, jak twierdzi, wspaniałego dopingu bydgoskich fanów siatkówki.
W Belgii kibice nie są tak aktywni jak w Polsce. “Tutaj traktuje się mecz jako swego rodzaju piknik”. I to właśnie do kibiców w Bydgoszczy Irina kieruje ostatnie słowa: “Pozdrów proszę wszystkich, którzy jeszcze o mnie pamiętają. Kocham Was wszystkich!”.

Autor artykułu: BŁAŻEJ SZEMPLIŃSKI

Zwycięstwo na początek

August 17th, 2002

Przebywający na zgrupowaniu w Słowenii koszykarski zespół Anwilu pokonał w pierwszym meczu sparingowym Crvenę Zvezdę Belgrad 85:74 (17:18, 17:10, 19:17, 17:14, 15:15).
W ekipie z Włocławka nie zagrali powołany na zgrupowanie kadry Andrzej Pluta i przeziębiony Jeff Nordgaard. Z dobrej strony pokazał się testowany Petar Dujmović.

Autor artykułu: woj

Artur Kohutek zbiera listy

August 16th, 2002

Brązowy medalista mistrzostw Europy w lekkiej atletyce w biegu na 110 m ppł Artur Kohutek od soboty kiedy wywalczył największy sukces w karierze z różnych stron zbiera gratulacje. W środę dziękowali za sukces m.in. minister, prezydent i prezes klubu.

Przed południem młodszy chorąży Artur Kohutek otrzymał od wiceministra Janusza Zemke list gratulacyjny i pamiątkowy medal od ministra obrony narodowej. Po południu na spotkaniu w klubie odebrał pamiątkowy puchar i kwiaty od prezesa gen. Zenona Wernera. Podobne wyróżnienie spotkało jego szkoleniowca kapitana Wiesława Czapiewskiego. “Gratyfikacji finansowych nie będzie, bo klub jest biedny. Będą tylko słowa otuchy, a w przyszłości awans” – powiedział Werner. Bukiet kwiatów, list gratulacyjny i nagrodę finansową przekazała wiceprezydent Elżbieta Krzyżanowska. Zawodnik podziękował władzom miasta za przyznanie przed miesiącem mieszkania kwaterunkowego. Następnie bohater i jego trener odpowiadali na pytania. Szkoleniowiec Wiesław Czapiewski kolejny raz oglądał swojego podopiecznego na najważniejszej imprezie tylko w telewizorze. Tak było również, gdy Sebastian Chmara wywalczył halowe mistrzostw Europy i świata w siedmioboju. “Na imprezach, na których nie byłem zawodnicy przywożą medale. Widocznie los tak chce, abym im nie przeszkadzał” – zażartował trener.

Na mistrzostwach była kilkuosobowa delegacja władz Bydgoszczy i działaczy K-PZLA, którzy podpatrywali organizację imprezy pod kątem młodzieżowych mistrzostw Europy, które odbędą się od 17 do 20 lipca 2003 roku na Zawiszy.

“Zobaczyliśmy mistrzostwa od kuchni – powiedziała wiceprezydent Elżbieta Krzyżanowska. Wiceprezes związku Krzysztof Wolsztyński nakręcił film i zrobił wiele zdjęć. Udało nam się porozmawiać z wiceministrem sportu Adamem Gierszem, który po przedstawieniu naszego projektu postanowił o dofinansowaniu zadaszenia pierwszej prostej stadionu do mistrzostw Europy. Inwestycja zostanie wpisana na listę strategicznych i dofinansowana w wysokości 50 procent. Drugą połowę dołoży miasto. Jesteśmy zadowoleni z takiego rozwiązania. Do końca miesiąca przygotujemy stosowny wniosek, który wyślemy do MENiS”.

Autor artykułu: S.K.

Z wizytą w Perth

August 16th, 2002

Sześcioro młodych bydgoszczan wyjedzie w niedzielę do szkockiego Perth. Organizatorem wycieczki jest powstałe w tym mieście Stowarzyszenie Przyjaciół Bydgoszczy. Nasza młodzież będzie promowała kulturę, życie gospodarcze i samorządowe Bydgoszczy.

Umowę “o ustanowieniu związku bliźniaczego” z Perth podpisano 9 maja 1998 roku. Od tego czasu tamtejsze firmy współpracują z bydgoskimi, młodzież z IX Liceum Ogólnokształcącego ma stałe kontakty z Perth Academy. Na miejscu bydgoszczanie będą gośćmi szkockich rodzin, przewidziano też spotkanie z władzami Perth. W skład naszej delegacji wchodzą studenci oraz uczniowie bydgoskich ogólniaków. Przed wyjazdem spotkają się oni z wiceprezydent Elżbietą Krzyżanowską. Do Perth zabiorą flagę miasta i materiały promocyjne dotyczące Bydgoszczy.
W przyszłości planowane jest powołanie w Bydgoszczy Towarzystwa Przyjaciół Perth.

Rolę ambasadorów Bydgoszczy przyjęli na siebie Joanna Giryn z Akademii Bydgoskiej, Jan Podhorecki z Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania oraz Anna Furman (I LO), Eliza Lapka (II LO), Alicja Czachorowska (VIII LO) i Lucyna Tobisz (IX LO).

Autor artykułu: .

Aż łzy płynęły…

August 16th, 2002

-Bydgoszcz jest wyjątkowo tolerancyjna. Czuliśmy się tutaj jak w domu, a nie jak ludzie drugiej kategorii, jak bywa zazwyczaj. W żadnym innym polskim mieście nie było nam tak dobrze. – to słowa wielokrotnie wypowiadane pod adresem mieszkańców naszego miasta przez uczestników kursu dla nauczycieli polskich ze Wschodu, organizowanego przez okręg bydoski Chrześcijańskiej Demokracji-Stronnictwa Pracy oraz Stowarzyszenie Pomocy Charytatywnej “Wschód”.

Kurs odbywał się już po raz czwarty w dniach 1-14 lipca. Wzięło w nim udział 128 osób. Organizatorzy zapewnili uczesnikom dojazd oraz zakaterowanie. Wykłady prowadzone były, nieodpłatnie, na bardzo wysokim poziomie przez naukowców Akademii Bydgoskiej, m. in. dr A. Topija oraz dr D. Karczewskiego z Instytutu Historii. W przyszłym roku organizatorzy planują kolejny, jubileuszowy już kurs.

Istotnym elementem pomocy Polakom ze wschodu była też ekspedycja charytatywna na Białoruś. Oprócz podręczników i przyborów szkolnych nasi rodacy otrzymali ksiegozbiór po likwidowanej w jednej z bydgoskich szkół blibliotece, który będzie jednym z niewielu na Polesiu. – Polacy stanowią tam ponad 60 procent ludności. Wszyscy chcą uczyć sie języka polskiego i co ciekawe, nie tylko ci którzy z racji pochodzenia utożsamiają się z ojczyzną, ale także Białorusini. Niestety, nauka, a tym bardziej powrót do korzeni bez naszej pomocy byłaby niemożliwa. – tłumaczy Zdzisław Cisowski, wiceprezes Stowarzyszenie Pomocy Charytatywnej “Wschód”.

Średni zarobek na Białorusi to 60 dolarów, co nie starcza nawet na podstawowe produkty żywnościowe. Tylko na tamtym terenie żyje około 400 tys. Polaków i niemal każdy z nich chciałby powrócić do kraju przodków. -Starsi mieszkańcy wsi płakali, gdy nas zobaczyli. Dla nich równie ważne jak pomoc finansowa są kontakt i wsparcie emocjonalne. Serce ściskał najbadziej widok uśmiechnietej nauczycielki, która oprócz codziennych obowiązków w szkole do której uczęszcza około 500 dzieci, dobrze sobie radzi z oporządzeniem gospodarstwa- mówi Anna Urbańska, współorganizatorka i uczestniczka ekspedycji. -Około 30 procent bydgoszczan ma swoje korzenie na kresach. Pamietamy o tym, stąd pomysł zorganizowania akcji charytywnej. Na razie możemy zapraszać ich do nas. Niestety, jeśli wprowadzone zostaną wizy dla obywateli byłego bloku socjalistycznego, nie będziemy już mieli takiej możliwości, a jeśli nawet, będzie się to wiązało ze znacznie większymi kosztami. – wyjaśnia Stefan Pastuszewski, prezes Okręgu Kujawsko-Pomorskiego Chrzescijańskiej Demokracji Stronnictwa Pracy.

Autor artykułu: pa

Pasy zapnij!

August 13th, 2002

Z danych kujawsko-pomorskiej policji wynika, że trzech na czterech pasażerów nie zapina pasów na tylnych siedzeniach samochodów. Wiele osób po prostu nie zdaje sobie sprawy, że skoro auto jest wyposażone w pasy, to trzeba z nich korzystać.

Od początku sierpnia policja w całym kraju baczniej przygląda się pasażerom siedzącym na tylnych miejscach aut. Badania wykazały bowiem, że większość z nich nie zapina pasów, nawet jeśli samochód je posiada. Nic dziwnego, że właśnie pasażerowie to najczęstsze ofiary wypadków.
- Przepis obowiązuje od 1991 roku, ale z naszych obserwacji wynika, że nadal wiele osób go lekceważy. W Bydgoszczy pasów nie zapina mniej więcej 75 procent pasażerów. Dotyczy to osób siedzących z tyłu, jak i pasażerów obok kierowcy – mówi aspirant sztabowy Piotr Maćkiewicz z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.
Pasażer przyłapany na łamaniu przepisów, jeśli ma szczęście, to otrzyma jedynie ustne upomnienie i wysłucha pouczenia. Policja jednak wcale nie tak rzadko karze takie osoby mandatami.

Na pobłażliwość stróży prawa nie mają co liczyć rodzice, którzy zapominają o odpowiednim zabezpieczeniu w samochodzie dzieci. W tej dziedzinie przepisy ostatnio uległy zmianie. Od 1 stycznia tego roku na przednim siedzeniu (oczywiście zapięte w pasy bezpieczeństwa) może siedzieć dziecko w wieku od 12 lat (poprzednio od 10 lat). Od 13 maja natomiast obowiązuje nowy przepis dotyczący przewożenia dzieci w fotelikach samochodowych. Musi być w nich zapinane każde dziecko, które nie ukończyło 12. roku życia lub nie przekroczyło 150 cm wzrostu.

- Niestety, często widzi się takie obrazki: maluch stoi na tylnym siedzeniu samochodu, albo siedzi między przednimi siedzeniami i patrzy czy tata już przekroczył setkę. Nietrudno sobie wyobrazić co dzieje się z takim dzieckiem, kiedy następuje zderzenie. Uderzenie główką w przednią szybę w najlepszym wypadku kończy się ciężkimi obrażeniami – ostrzega P. Maćkiewicz.

Autor artykułu: jar

Nowy kurs na dworzec

August 13th, 2002

19 sierpnia rusza nowa linia autobusowa z osiedla Tatrzańskiego do ulicy Zygmunta Augusta. Kurs będzie pospieszny. Uruchomiono go po wielu monitach pasażerów, dojeżdżających do pracy z Fordonu. Trasa 93 różnic się zasadniczo od przebiegu istniejącej 94.

Linia będzie obsługiwana przez MZK. Częstotliwość kursowania autobusów przewidziana jest co pół godziny, niestety – tylko w dni powszednie.

- Jest to kurs przewidziany specjalnie dla osób dojeżdżających do pracy. Dlatego w weekendy autobus nie będzie kursował. Myślę, że jest to konkurencyjne przedsięwzięcie, ponieważ bilet miesięczny na tę trasę będzie kosztował 72 złote – mówi Paweł Czyrny z zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji w Bydgoszczy.
Dla porównania: bilet jednorazowy na linię pospieszną kosztuje 4 złote, u prywatnego przewoźnika 2,50.

Autor artykułu: .

Hurtowa zadyszka

August 13th, 2002

Konkurencja wielkich marketów daje się we znaki nie tylko małym sklepom rolno-spożywczym. Od kilku lat w Bydgoszczy systematycznie spadają także obroty w hurcie spożywczym. Wystarczy odwiedzić wielkie targowisko hurtowe przy ul. Kieleckiej, by przekonać się o skali zjawiska. Coraz mniej jest kupujących, a kolejne opustoszałe magazyny idą do rozbiórki.

Pierwsze symptomy zastoju hurtownicy odczuli w połowie lat 90 po otwarciu w Bydgoszczy pawilonu wielkiego pośrednika między producentami i handlowcami – Macro Cash and Carry. Gigant mający sieć placówek w całym kraju jest w stanie wynegocjować bardzo dobre ceny u producentów, co czyni go trudnym konkurentem dla zwykłych hurtowników. Jednak po pierwszych zachwytach, m.in. ze względu na pewną uciążliwość procedur zakupu, wielu handlowców powróciło do wcześniejszych dostawców. Prawdziwy kryzys zaczął się w branży hurtowej wraz z inwazją hipermarketów. Ich działy sprzedaży zaopatrują się głównie bezpośrednio u producentów, pomijając pośrednio ogniwo. Z każdym nowo otwieranym hipermarketem hurtownicy tracą kolejnych klientów.

Widać to chociażby po coraz mniejszej liczbie placówek na największym targowisku w Bydgoszczy przy ul. Kielckiej.
- W najlepszych czasach mieliśmy 216 pawilonów wykorzystywanych przez hurtownie. 46 już zlikwidowaliśmy. I na tym nie koniec – mówi Marian Brzezicki, prezes firmy Mewgawat administrującej targowiskiem przy Kieleckiej. Miejsca po zlikwidowanych pawilonach przeznaczane są sukcesywnie na zwiększenie zielonego targowiska, na którym chłopi sprzedają płody ziemi. Rolników pojawia się tu coraz więcej, ale nie jest to efekt zwiększonego popytu. Po prostu inne możliwości zbytu się skończyły i rolnicy nie mając wyboru, decydują się na spieniężanie towaru we własnym zakresie. Z zainteresowaniem klientów jest jednak słabo. By dostać dobre miejsce, trzeba przejechać przed północą. Ale i to nie gwarantuje sukcesu.

- W ciągu tygodnia sprzedaję około 5 ton ziemniaków. Po odliczeniu kosztów targowych (31 zł/doba) oraz transportu zarobek jest bardzo mizerny. Na granicy opłacalności – tłumaczy nam jeden z rolników sprzedających przy ul. Kieleckiej.
Pani Anna sprzedaje dziennie około 2000 jaj. – To o 50 procent mniej niż w ubiegłym roku w tym czasie – szacuje.
Stosunkowo mniejszy spadek obrotów zanotowała hurtownia Jolinex zaopatrująca detalistów w owoce.
- W porównaniu z ubiegłym rokiem zbyt zmalał o mniej więcej 10 procent. Ludzie coraz mniej kupują w sklepach, bo wiadomo jaka jest sytuacja gospodarcza, a my jesteśmy następnym ogniwem, na którym się to odbija – mówi sprzedawca z Jolinexu.
Półhurt, czyli detal
Jednym ze sposobów w jaki pośrednicy próbują się ratować przed drastycznym spadkiem wpływów jest półhurt, czyli praktycznie sprzedaż detaliczna.
- Wolę zaopatrywać się w owoce tutaj niż w hipermarkecie. Wydaje mi się, że są świeższe i tańsze – ocenia pan Andrzej z Wyżyn, który kupił właśnie w jednej z hurtowni 5 kilogramów śliwek na powidła. Jednak indywidualnych klientów, podobnie jak detalisów jest coraz mniej. W tej sytuacji hurtownikom coraz trudniej utrzymać się na powierzchni.
- Sporo firm ulega likwidacji, bo nie są w stanie wypracować zysku. Te co pozostają, łączą się i ograniczaja zatrudnienie, by obniżyć w zanczącym stopniu koszty – potwierdza Małgorzata Gęsikowska, prezez Wojewódzkiego Zrzeszenia Handlu i Usług.
Opinię o jednoczeniu się hurtowników potwierdza prezes Brzezicki.
- Zauważam skłonność do jednoczenia się i ścisłej specjalizacji. Dostrzegam też pojawienie się hurtwników nowego typu. Bardzo elastycznych, szybko dostosowujących się do aktualnej sytuacji na rynku – tłumaczy.
Zdaniem M. Gęsikowskiej, szansą na poprawę sytuacji jest przygotowywany w Sejmie projekt ustawy o handlu.
- Konieczne jest określenie roli poszczególnych ogniw w handlu. Obecnie jest to zachwiane przez takie zjawiska jak chociażby półhurt. Ta praktyka szkodzi detalistom. Ale jeśli pada sklep, to jednocześnie hurtownicy tracą klienta i tak koło się zamyka. Dlatego potrzebne są ustawowe regulacje rynku – przekonuje Gąsikowska.
Sposób z giełdy?

Jednym ze sposobób na regulację rynku rolnego są giełdy rolne. W naszym regionie podjęto dotychczas dwie próby utworzenia takiej instytucji. W obydwu przypadkach zakończyło się to jednak niepowdzeniem. Przedsięwzięcia nie były rentowne. W tej sytuacji wątpliwe jest, by ponownie ktoś zdecydował się w najbliższym czasie na ponowną próbę.
Obecnie najbliższa giełda rolna znajduje się w Wielkopolsce.

Z dotychczasowej sytuacji na rynku hurtowym klienci powinni być raczej zadowoleni. Ceny żywności od wielu miesięcy rosną wolniej niż inflacja. Specyfika produktu sprawia natomiast, że mimo nadwyżek, do klientów rzadko trafia nieświeży towar. Mając wszelkich produktów do wyboru, do koloru żaden detalista nie odważy się wziąć do sprzedaży przywiędłych warzyw lub owoców.

Autor artykułu: Jacek Gałęzewski

ME kadetów w boksie

August 12th, 2002

Czterech naszych pięściarzy zakwalifikowało się do 1/4 finału mistrzostw Europy kadetów. W bojach o medale zostali wyeliminowani. Trener Polaków Wiesław Rudkowski skrytykował sędziowanie.

Na ringu w Lwowie zakończyły się bokserskie mistrzostwa Europy kadetów (15-16 lat). Turniej trwający sześć dni, zdominowali reprezentanci postradzieckich krajów. Zważywszy na fakt, iż do półfinałów Rosjanie wprowadzili 11 zawodników, Ukraińcy 10 i rywalizacja o tytuły mistrzów kontynentu przebiegała pomiędzy bokserami tych narodowości.
Nasi reprezentanci nie powtórzyli wyczynu z ubiegłego roku z Liverpoolu, kiedy zdobyli dwa medale (srebrny Marcin Pryczek, brązowy Przemysław Peczyński). Tym razem biało-czerwoni (podobnie jak niedawno ich starsi koledzy z ME seniorów z Perm )wracają na tarczy. Z sześcioosobowej grupy wybrańców trenera Wiesława Rudkowskiego czterech zakwalifikowało się do ćwierćfinałowej strefy. Tam jednak zostali pokonani. “Nie chciałbym się usprawiedliwiać, gdyż wygrywają najlepsi. – powiedział po przyjeździe Wiesław Rudkowski. – W Lwowie moi podopieczni zasłużyli przynajmniej na dwa medale. Po prostu, podczas tegorocznych mistrzostw Europy sędziowanie było fatalne. Panowie w bieli w ewidentny sposób faworyzowali pięściarzy z byłego Związku Radzieckiego. Jest to nie tylko moja opinia, ale także innych trenerów. Jeśli ocenianie walk nie ulegnie zmianie, wówczas w mistrzostwach Europy kadetów zabraknie wielu krajów. To przykre ponieważ dotyczy tych najmłodszych”.

Wyniki Polaków: walki eliminacyjne – waga słomkowa, Arkadiusz Adrianowski (Widzew Łódź) – Dimitrij Szostak (Litwa) II runda rsc, wygrał Szostak, waga musza, Przemysław Peczyński (AKS Strzegom) – Erik Nemeth (Węgry) na punkty 14:7, waga kogucia Mariusz Jaszowski (AKS Strzegom) – Salib Chusejnow (Bułgaria) 17:14, waga lekka Artur Kogut (Gwarek Łęczna) – Boris Aliejew (Bułgaria) 17:12, waga średnia Krzysztof Głowacki (Orzeł Wałcz) – Dgabi Sajkow (Azerbejdżan) II starcie rsco, wygrał Sajkow.
Rezultaty pojedynków ćwierćfinałowych, waga musza Peczyński – Alibek Bachtiarow (Rosja) 12:13, waga kogucia Jaszowski – Witalij Jagnieszok (Białoruś) 13:18, waga piórkowa Paweł Krogulewski (Olimpia Poznań) – Siergiej Łuczenko (Łotwa) 10:17, waga lekka Kogut – Gakan Ustner (Turcja) 9:14.

Autor artykułu: słac.

Remont na Gdańskiej

August 10th, 2002

Centrum Bydgoszczy, a konkretnie jego główna ulica – Gdańska wygląda jak sceneria do filmu wojennego. Ciężki sprzęt zrywający nawierzchnię, hałas, zamiast chodników – doły i korki, jakich ten trakt jeszcze nie widział. Prawdziwa gehennę, prócz kierowców i pieszych, przeżywają właściciele okolicznych sklepów. Potencjalni klienci mają olbrzymie trudności z dostaniem się do któregokolwiek sklepu na odcinku Gdańskiej między ulicą Śniadeckich a Mickiewicza.

- Remont i hałas zabrał nam ponad połowę klientów – przyznaje Beata Hajer z restauracji wegetariańskiej Green Way. Lokal znajduje się tuż przy alejach Mickiewicza. Od asfaltu ogrodzony jest głębokim na blisko metr wykopem, co skutecznie zmniejsza obroty placówki. Podobnie ma się rzecz z innymi punktami handlowymi. Czy ktoś zrekompensuje kupcom ich straty? Pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi.

Jedno jest pewne – zmiana wyglądu Gdańskiej potrwa do końca wakacji. Kupcom życzymy więc… udanego urlopu.

Autor artykułu: .